Niby lumpeks a nic do ubrania nie kupiłam

Dziś Siostra wyciągnęła mnie na lumpy - ale jakoś nam ciągle było nie po drodze, bo najpierw lody, potem buty - i w upatrzone nowe miejsce nie dotarłyśmy. Znalazłyśmy się za to w miejscu, które kilka razy już odwiedzałam, ale nigdy nic mi się tam nie podobało. Był to lump, ale ubrań nie kupiłyśmy. Rzuciłyśmy się na stare gary. Ja zakupiłam troszkę okrojony ale "komplet" porcelany śniadaniowej. Sześć talerzy, cukiernica, mlecznik, dwie filiżanki ze spodkami. Wynalazłam też śmieszną cukiernicę/pudełko (?) w śmieszne wzory - starych pojazdów. A na koniec pani dała nam w prezencie łyżeczki do cukru. Są w prawdzie stare imają zniszczone drewienko, ale już ja się nimi zajmę i będą jak nowe. A teraz pocieszcie oczy ..... Pa Pa
Ps. A to wszystko za 16 zł.






Zasiliłam też swoje zbiory pojedynczych filiżanek o 5 nowych sztuk:

4 komentarze:

Beata pisze...

Ale cudne rzeczy... A szczególnie cukiernica z rowerem - śliczna jest! Kasia, gdzie jest ten sklep??? :-)

zaczarowana pisze...

Na Lisowskiego :) na tej samej ścianie kamienic co Skandynawski lupm, w stronę Jankiela :) Polecam. Można wyskrobać tam różne fajne rzeczy za grosze

Beata pisze...

Dzieki, Kasiu! Byłam, zrobiłam zakupy... :-)

Anonimowy pisze...

Ty to jesteś niesamowita!!!!!!Jakie cuda-cukiernica rewelacja!Całuję Dżolanta:)